Pies nie przeczyta etykiety

Zje to, co mu podasz. Nie sprawdzi składu, nie zapyta o dawkę.

Po prostu Ci ufa.

Dlatego to my musimy wiedzieć, co jest w środku. I czy to w ogóle działa.

Zaczęło się od trzech psów

Rysiu to stary labrador.

Siwy pyszczek, ogon, który wciąż chodzi jak wiatrak, i miłość do błota, z której nigdy nie wyrósł. Ale każdy spacer kosztuje go dziś więcej niż kiedyś, a stawy dają o sobie znać przy każdym wstawaniu.

Rysiu, stary labrador, leży w błocie z patykiem

Felek trafił do nas ze schroniska.

Bał się wszystkiego: hałasu, nowych miejsc, obcych ludzi. Szczekał na nich, bo tak radził sobie ze strachem. Uczyliśmy się go powoli, a on powoli uczył się nas.

Felek, pies ze schroniska, na kocu

Masza linieje tak mocno, że jej sierść była wszędzie: na kanapie, na ubraniach, w każdym kącie.

Odkurzaliśmy codziennie i dalej nie wiedzieliśmy, co z tym zrobić.

Masza, czarna puszysta suka, na piasku

Trzy psy, trzy zupełnie różne problemy.

I jedno pytanie: jak im naprawdę pomóc?

Rysiu, Felek i Masza na wspólnym spacerze

Problem, który zna pewnie każdy opiekun

Każdemu z nich chcieliśmy pomóc. Najpierw były tabletki. Potem kolejne suplementy, opakowanie za opakowaniem. Na każdym obietnice, a w składzie „mieszanka ziół”, bez jednej liczby.

Przy każdym produkcie wracały te same pytania. Co właściwie jest w środku? W jakiej ilości? Ile tego podawać? I po jakim czasie w ogóle sprawdzić, czy działa? Nie wiedzieliśmy, czy dajemy za mało, czy za dużo. A czekały na to nasze psy.

Wieczór, w którym powiedzieliśmy „dość”

To był zwykły wieczór. Na stole leżały trzy nowe opakowania, po jednym dla każdego psa. Usiedliśmy, żeby ustalić dawki.

Na pierwszym: „kompleks roślinny 500 mg”. Jakich roślin i ile każdej? Nie wiadomo. Na drugim: długa lista składników i ani jednej liczby. Na trzecim: „podawać według potrzeb”.

Rysiu leżał obok i patrzył na nas, czekając na swoją porcję. Bez pytań, jak zawsze.

I wtedy padło pytanie, od którego wszystko się zaczęło: dlaczego mamy zgadywać?

Postanowiliśmy zrobić to inaczej

Zadaliśmy sobie proste pytanie: jaki suplement chcielibyśmy kupić dla własnego psa?

Odpowiedź zmieściła się w trzech zdaniach.

Wiesz, na co.

Każdy kąsek jest na jeden konkretny problem: stawy, stres, sierść, drapanie. Nie robimy jednego produktu „na wszystko”.

Wiesz, ile.

Otwarta Receptura: każdy składnik z dawką w mg, na stronie i na etykiecie. Bez zgadywania, co jest w środku.

Wiesz, kiedy.

Mówimy wprost, po jakim czasie i po czym zobaczysz zmianę: tydzień 1–2, 3–4 i 5–8. Suplement to nie lek i nie działa w trzy dni. Nie będziemy udawać, że jest inaczej.

A wszystko to w miękkim kąsku, który pies je jak przysmak, a nie jak kolejną tabletkę.

Nasza trójka dziś

Rysiu dostaje codziennie Sprawne Łapy. Znowu chętnie wychodzi na długie spacery, a w kałużach jest szybciej niż my.

Felek dostaje Uspokojenie. Jest dziś dużo spokojniejszym psem: bez problemu jeździ z nami samochodem, a burza czy obcy ludzie nie wywracają mu już świata do góry nogami.

Masza dostaje Skórę i Sierść. Jej sierść jest gładka i miękka w dotyku, a na kanapie i ubraniach w końcu jest jej dużo mniej.

Felek i Rysiu na plaży

Do miski, jak przysmak. To nasze obserwacje z życia z trójką, nie obietnica. Każdy pies jest inny, a efekt przychodzi stopniowo, tydzień po tygodniu.

Od Wegi do Furevity

Mam na imię Maciej. Psy kocham, odkąd skończyłem 8 lat. Wtedy do naszego domu trafiła mała labradorka, Wega. Była moją przyjaciółką przez całe swoje 14 lat: towarzyszką zabaw, cierpliwą słuchaczką i psem, przy którym dorastałem.

Od tamtej pory zawsze chciałem dla psów po prostu dobrze. Furevity też zaczęło się od tego. Na początku chciałem pomóc tylko swoim psom: Rysiowi, Felkowi i Maszy. Ale kiedy zobaczyłem, jak zmieniła się ich codzienność, przyszła myśl, której nie dało się już odłożyć:

Maciej jako chłopiec z labradorką Wegą

Skoro moje psy tego potrzebowały, to może potrzebują tego również inne psy?

Tak powstało Furevity. Robimy te kąski dla Twojego psa tak, jak robimy je dla naszych.

W co wierzymy

Pies jest najważniejszy.

Jeśli coś nie służy psu, nie robimy tego. Nawet jeśli dobrze by się sprzedało.

Mówimy po ludzku.

Tłumaczymy trudne rzeczy prostym językiem. Edukujemy, a nie straszymy.

Pokazujemy wszystko.

Każdy składnik, każda dawka, każdy etap planu. Nie musisz niczego szukać drobnym drukiem.

Jeden problem, jedna formuła.

Każdy kąsek robimy pod konkretny objaw, a nie pod hasło „na wszystko”.

Jesteśmy uczciwi.

Suplement to nie lek, więc piszemy „wspiera”, a nie „leczy”. Pokazujemy tylko prawdziwe opinie i prawdziwe liczby.

Dobro psa nie kończy się na naszej trójce

Felek codziennie przypomina nam, skąd przyszedł.

W schroniskach wciąż czekają psy takie jak on: przestraszone, starsze, chore, po prostu potrzebujące kogoś.

Dlatego regularnie i bezinteresownie wspieramy schroniska i psy, które potrzebują pomocy.

To nie jest akcja marketingowa.

Tak po prostu robimy, bo dobro psa jest dla nas na pierwszym miejscu.

Prowadzisz schronisko albo fundację?

Jeśli Wasze psy potrzebują wsparcia, napisz do nas: hej@furevity.pl.

Przeczytamy każdą wiadomość.

Konkrety

Produkujemy w Unii Europejskiej, w zakładzie z certyfikatem GMP+. Każda partia jest badana.

297 opinii od psich rodziców. I każdego dnia przybywają nowe.

Furevity Sp. z o.o., Mogilno. Napisz do nas: hej@furevity.pl

Twój pies też nie przeczyta etykiety. Dlatego piszemy ją tak, żeby każdy opiekun zrozumiał ją w 10 sekund.

Bo on ufa Tobie.

A Ty możesz zaufać nam.

Znajdź kąsek na problem swojego psa →

Maciej, współzałożyciel Furevity

Maciej, współzałożyciel Furevity